Stała w miejscu, w którym jeszcze tak nie dawno widywała się z Nim.
Stała i powoli zaciągała się dymem papierosów,które kochała palić z Nim.
Gdyby nie papierosy to by zwariowała, gdyby nie On, to by nie paliła.
Stała tam, chociaż myślami była gdzieś daleko.
Wspominała pierwszy dzień, pierwsze obietnice,pierwsze rozmowy...
Dotknęła ust. Nadal czuła smak Jego i ciepło,które ją ogarniało gdy był przy niej.
Uwielbiała gdy bawił się jej kosykami włosów, delikatnie krążył palcami po jej ciele.
Kochała gdy robił słodkie oczka,gdy o coś ją prosił i jak się gniewał gdy ona miała zły dzień...
Stała tam i moknęła.
Nie, nie padało.
Ale łzy z jej oczu były gorsze niż najwieksza powódz.
Stała tam patrząc na tą ławkę, na tą okolicę.
Wspominała,choć nie chciała.
Nie potrafiła poradzić sobie z uczuciem które ją przepełniało.
Uczucie tęsknoty,miłości,samotności połaczone z nienawiścią i roczarowaniem.
Odpaliła drugiego papierosa.
Zaciągneła się głęboko w płuca, chcąc za wszelką cenę zapomnieć o Nim.
Wiedziała,że to jej się nie uda.
Spojrzała w bok,słysząc czyiś rozbawiony głos.
To On, szedł z kolegą.
Widząc ją, jakgdyby nigdy nic podszedł jak to on objął od tyłu, przytulił,pocalował.
Jak zwykle udawał,że wszystko jest ok. Ona nie chciała już go widzieć.
Biegła przed siebie.
Nie załważyła nadjeżdżających aut. Wpadła pod jedno z nich.
Jej problemy znikły wraz z tym światem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz